 |
| | | | Kto jest online | | | Mamy 26 go¶ci 0 u¿ytkowników
| | | | | |
| | | | Login | | | Nie masz konta? Mo¿esz bezp³atnie sobie za³o¿yæ. NIE B¡D¬ ANONIMOWY | | | | | |
|  |
Warning: mysql_fetch_row() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /home/archemik/public_html/mainfile.php on line 470
Warning: mysql_close() expects parameter 1 to be resource, null given in /home/archemik/public_html/simplestat.php on line 52
Miko³owscy poeci
 |
Rafa³ Muszer - ur 1977. Publikowa³ m.in w Arkadii,
Frazie, Protokole Kulturalnym, laureat konkursów,
autor strony TRUML.art.pl. Studiuje informatykê.
Mieszka w Miko³owie.
|
| sonet chirurgiczny |
Poszczególne ¿y³ki napiêæ ³±cz± w omamie
chaotycznie rozmieszczone punkty.
Pajêczyna przypadkowych zale¿no¶ci wi±¿e
ze sob± palce, powieki i czynniki obce.
Rozmowa na pó³sensy i niedopowiedzenia
mo¿e mieæ nieograniczone niekonsekwencje.
Trudno bêdzie je potem opanowaæ. Tak jak cie¿ko
znale¼æ pewne wyj¶cia z owych sytuacji.
Powiew, który ze¶lizgn±³ siê z obrotowego wiatraka.
wprawi³ w drgania t± precyzyjnie utkan± siateczkê,
¶ci±gaj±c do siebie pozornie odleg³e koñce.
Drzwi wpuszczaj± kolejnego przechodnia,
powieki wykonuj± bezpieczny manewr.
Jeste¶my ju¿ o jeden krok od tego miejsca.
|
| * * * |
D¼wiêki przeciekaj± przez nieszczelne d³onie.
Odg³osy utajonej modlitwy znajduj± uj¶cie
bocznymi kana³ami.
Wymyka siê granica perspektywy.
Nie sposób zamkn±æ j± w ramie,
powiesiæ na ¶cianie i podziwiaæ
jak Rembranta czy Moneta.
Niedopowiedzenie to
co¶ wiêcej ni¿ ty,
czy ja.
|
| epilog zdarzeñ |
1.
Odkrywam na skórze nowe rysy, drobne
zadrapania pod powierzchni±. Pozosta³o¶æ
po nieukoñczonym w porê ruchu.
2.
¦wiat³o stopniowo traci inicjatywê,
ustêpuje pod naporem mru¿enia powiek.
Dziewi±te piêtro zazdro¶nie ukrywa
zawi³± strukturê krawêdzi tego skrzyd³a.
Rzêdy krzese³ demaskuj± nocne odcienie.
Winda utknê³a na parterze.
Okna zach³anne jak ¼renice sowy
rejestruj± mój odwrót. ¦ciany,
gotowe na ka¿dy ruch, nas³uchuj±
delikatnego szelestu p³yn±cej krwi.
Ostatni autobus jak zamek u spodni
zaszywa za sob± przydro¿ne latarnie.
3.
Odk³adam przeterminowan± gazetê
na stos nieistotnych wydarzeñ.
Napinam miê¶nie p³uc próbuj±c
zebraæ ca³e przetrawione powietrze
w jednym oddechu. Bilans strat i dokonañ
oscyluje wokó³ k³opotliwego remisu.
Zosta³o tylko kilka godzin, zanim
jutro od pocz±tku bêdziemy,
przewracaæ dzieñ na lew± stronê.
|
| * * * |
To co za chwilê zrobi ten pies,
mo¿e nie do koñca zgadzaæ siê
z pogl±dami w³a¶cicielki owej suki.
Wiêc lepiej jej do tego
nie mieszaæ.
|
| od wczoraj, do jutra |
£agodne przej¶cia. Wody w parê,
wiosny w zimê. Zaczynam dok³adnie
w miejscu gdzie wczoraj przerwa³em.
Wmawiam to sobie,
¿eby nie straciæ równowagi.
Podczas mojej nieobecno¶ci
przesuwaj± siê wskazówki.
Zachody zmieniaj± siê na wschody,
Linie okrê¿ne
w linie nocne. Ja w ciebie,
Ty idziesz spaæ.
|
| napiêcia |
| andrzejowi |
Zaprzestanie ruchu przyci±ga sk±pane w ¶liwkowej polewie
chmury, na³ogowych palaczy i kolorowe broszurki
natrêtnie podtykane pod nos. Ciep³y g³os stawia pytanie:
"Czy porozmawia pan ze mn±, o tym kto rz±dzi ¶wiatem?"
Nie bardzo rozumiem o co mu chodzi, wiêc na wszelki wypadek
przepraszam.
|
| * * * |
Za nami kolejny przedsionek. Teraz to juz tylko
salony, otwarte do wewn±trz drzwi bez klamek
i pielêgniarze w bia³ych prze¶cierad³ach.
D³uzsze spotkania umykaj± mojej uwadze.
Co innego momenty, uk³ucia szpilk± w sam
¶rodek g³owy. Jak w filmie dokumentalnym,
gdzie ka¿dy bohater ma swoj± historiê,
i ta historia jest dla nas
najwazniejsza.
|
| * * * |
Zaraz po przebudzeniu obrazy s± u³o¿one
jeden na drugim jak kromki chleba. Spaceruj±c
poruszam siê pomiêdzy ¶cie¿kami wydeptanymi
przez bezdomne zwierzêta i martwe go³êbie.
Obtarte piêtki to najlepszy dowód na to,
¿e nie siedzê bezczynnie.
|
| zwierzêta w lesie |
To nic, ¿e droga przede mn± denerwuj±co
kpi ze mnie, a drzewa, które mia³y
wyznaczaæ w±skie przej¶cie ukry³y go.
Jak zwierzeta pod±¿amy za zapachem,
który stymuluje spe³nienie. Na koñcu
tej ¶cie¿ki bêdzie raj.
Bieg na dezorientacjê wygrywam
w ciemno. Odpowiadam na sugestie,
które tylko pozornie brzmi± jak pytania.
nie odpowiadam tylko za ciebie.
|
| wype³nianie |
Biorê pocz±tek w miejscu gdzie niewiele jest do powiedzenia
- Ot ¶ciana. Kilka centymetrów dalej mój napêcznia³y
brzuch wulgarnie wypycha powietrze. Po
kolejnych trzydziestu znów zostajê w tyle.
Zajmujê nie wiêcej ni¿ monitor albo otwarte pude³ko po kawie,
ja i mój ¿o³±dek, wype³niony kolacj± niczym pluszowy mi¶.
Te s³owa mieszcz± siê w pewnych granicach s³yszalno¶ci.
Ja ¶wietnie ca³y mieszczê siê,
w sobie.
|
| cukierek w papierku |
W pewnych okoliczno¶ciach dla ¶wiêtego spokoju
najlepiej nie znaæ aktualnego repertuaru. To co
mia³o mnie sprowokowaæ do wej¶cia
ju¿ dawno to zrobi³o. To co mia³o mnie spotkaæ
mog³o o mnie zapomnieæ.
Dlaczego jeste¶my w tym, a nie innym miejscu ?
£awka, park, papierowa torebka, parawan
daj±cy nieznane w podstawówce mo¿liwo¶ci.
Zabrak³o dla nas biletów na spektakl ?
Czy mo¿e zabrak³o nam odwagi aby wej¶æ
i daæ po mordzie komu trzeba ? Tak czy inaczej
zosta³ nam tylko plakat na drzewie, cukierek
w papierku i deszcz
w butach.
|
| * * * |
Znowu pomyli³y mi siê poranki, zamiast wtorku
obudzi³em siê o jeden dzieñ za wcze¶nie. Jedno
ponadplanowe popo³udnie do wykorzystania.
A tymczasem wszystkie pomys³y ju¿ dawno desantem zosta³y
przeniesione na jutro. Tyle dobrze, ¿e ¶niadanie zwróci³o
na mnie swoj± uwagê i pozwoli³o zaczepiæ siê o krawêd¼
tego poranka. Absurd czai siê na koñcu widelca z jajecznic±.
Na parapecie wyschniête kwiaty d³awi± siê powietrzem.
Mój prawy kciuk odpada nagle prosto na talerz.
Wiele czê¶ci mojego cia³a nie mo¿e daæ
sobie z tym rady. Odpadam tak od kilku dni
najpierw ³upie¿, teraz skóra ³uszczy sie w zawrotnym
tempie. Muszê zadzwoniæ i odwo³aæ wtorkowe
spotkania. Nie wiem ile do jutra ze mnie zostanie.
|
| * * * |
D³ugie, popêkane od ca³owania palce, jak robaki wytkniête
ze s³oika rozgrzebuj± wokó³ ziemiê, szukaj±c reszty z dzielenia
swojego ¿yciowego horoskopu przez intrygi z telewizyjnych seriali.
Dotykam twarzy szukaj±c na niej zmarszczek wspomnieñ,
analogowego zapisu zderzania siê z powietrzem, który gdzie¶
tam powinien przecie¿ byæ, skoro w innych miejscach s±
tylko nierozpoczête rozmowy, nieotwarte listy, niejasne relacje.
Nauczony gromadziæ siê w miejscach publicznych, je¶æ i szczekaæ, u¶wiadamiam
sobie w koñcu (po raz kolejny), ¿e niewiele brakuje aby z obiektu obserwuj±cego,
staæ siê obiektem badañ w mrocznym prosektorium szefa laborki z Systemów Operacyjnych.
Oprócz r±k, które przeskadzaj± mi w prawid³owej ocenie
odleg³o¶ci mam jeszcze problemy z rozpoznaniem pory dnia.
Nie wystarcza juz nawet szybkie wklepywanie pudru w policzki,
aby zatrzeæ nierówno¶ci. W koñcu dajê sobie spokój, bo ³apiê siê na tym,
¿e jutro bêdzie dopiero za jaki¶ czas.
|
Wykorzystano materia³y Rafa³a Muszera
Dziêkujemy
|
|